Witam
Moje dzisiejsze rozwazania (kurcze, zabrzmialo to jak poczatek kazania :-))
beda poswiecone tzw. "bezdomnym". I chociaz w porze letniej poruszanie tego
problemu jest raczej niemodne, to jednak podczas moich niedawnych podrozy
kilkakrotnie zetknalem sie blizej z tym zjawiskiem i moje podejscie do tych
ludzi diametralnie sie zmienilo.
Pierwsze zetkniecie mialo miejsce w pustawym pociagu pospiesznym dojezdzajacym
do Rzeszowa. Po skladzie krazyl osobnik ze skoltuniona broda a'la Szamil
Basajew i w brudnych pogniecionych ciuchach. W koncu wszedl do mojego
przedzialu i zaczal sepic. Pytal mnie, czy moglbym mu dac pare groszy,
poniewaz chcial sobie na dworcu kupic herbate. Ja mu na to, ze kasy mu nie
dam, ale moge dac mu kanapke (swieza bulka, kupiona godzine temu w piekarni).
Zul odpowiedzial, ze wolalby pieniadze. Ja powiedzialem, ze skoro jest glodny,
to bulka jest w sam raz. Ten zaczal mi przedstawiac swoje pokretne teorie.
Stwierdzil, ze obecnie chce mu sie pic, a nie jesc, wiec nie chce mojej
kanapki. To mu mowie, zeby sobie wzial ta kanapke, schowal i zjadl jutro na
sniadanie, kiedy bedzie glodny. Mezczyzna znowu zaczal "sciemniac", gadal,
ze "jutro to on se zalatwi", widac bylo, ze zalezy mu na zywej gotowce, a
kanapke ma w glebokim powazaniu. Zaczalem zalowac, ze wypilem wczesniej caly
napoj, to bym mu go dal i zobaczyl, czy wexmie i wypije, czy tez dalej bedzie
sepil kase. W koncu sie wkurzylem i pogonilem dziada.
Druga sytuacja miala miejsce na dworcu we Wroclawiu. Podchodzi do mnie koles
i - nie powiem - kulturalnie prosi mnie o kilka groszy na cos do jedzenia.
Mowi, ze nie jadl nic od dwoch dni i nawet zwykla sucha bulka bedzie dla niego
zbawieniem. Juz mu mialem dac ze zlotowke, ale przypomnialem sobie, ze mam w
plecaku kanapki. Gdy zdejmowalem plecak i siegalem reka do srodka w oczach
zula byla nadzieja. Gdy kanapki ujrzaly swiatlo dzienne, nadzieja w jego
oczach ustapila miejsca rozczarowaniu. Nie chcial wziac bulek. Nalegal, zebym
dal mu pieniadze. Ja mowie: albo kanapki, albo figa z makiem. Z wyraxna
niechecia wzial w koncu te kanapki i poszedl. Za jakis czas patrze, a na murku
leza sobie moje bulki. Niedaleko snuje sie inny zul, rowniez nie wyglada
najlepiej, jednak kanapki go nie interesuja.
Walbrzych Glowny. Tutaj bezdomny nawet nie sili sie na opowiedzenie
jakiejs chwytajacej za serce historii. Pyta wprost, czy dam mu piecdziesiat
groszy. Odmawiam.
Olsztyn Glowny. Mlody mezczyzna, nawet w miare schludnie ubrany, jednak
zdradza go twarz w szkarlatnym kolorze. Mowi, ze zostal okradziony i zbiera na
bilet do domu. Dobry kit nie jest zly, wielu ludzi wyciaga portfele i daje po
paredziesiat groszy. Jednak kilka godzin poxniej nadal widze tego samego
faceta zaczepiajacego ludzi. W koncu wychodzi. Wcale nie kieruje sie w strone
kas. Nie kupuje zadnego biletu.
Koszalin. Jakas wymieta, na oko osiemnastoletnia dziewczyna rzekomo chora
na cukrzyce zduszonym glosem natarczywie prosi mnie, abym dal jej na batonik,
lub cos slodkiego poniewaz poziom cukru w jej krwi niebezpiecznie sie obnizyl
i stan ten zagraza jej zyciu. Pytam, czy jej choroba to hipoglikemia, czy
hiperglikemia. Chwila zawahania. Ostatecznie klientka sie wycofuje rzucajac
nienawistne spojrzenia i belkoczac cos niezrozumiale.
Podobnych sytuacji mialem poxniej jeszcze kilka. Prozno je tu wszystkie
przytaczac. Scenariusz z reguly ten sam, jedyne roznice to aktorzy,
scenografia, zmyslona historyjka i nazwa miasta. Od wiekszosci z nich czuc
alkohol.
Nigdy nie przepadalem za bezdomnymi okupujacymi dworce, jednak, zwlaszcza
w okresie zimowym, tolerowalem ich obecnosc. Fakt, smierdza, robia pod siebie,
ale jednak, badx co badx, to tez ludzie, ktorych los skazal na koczowanie i
tulaczke po dworcach. Wyganianie ich na kilkunastostopniowy mroz uwazalem za
nieludzkie i myslalem: "a niech juz przynajmniej w zimie posiedza w cieple".
Jednak po tych bliskich spotkaniach trzeciego stopnia z ta "grupa
zawodowa" i przekonaniu sie, ze ogromna wiekszosc z nich to nalogowi
alkoholicy, ktorych jedynym celem w zyciu jest uzbieranie na kieliszek chleba
zmienilem swoje zdanie.
Pamietam, jak siostra mojej kolezanki opowiadala o klasowej wycieczce do
Lwowa. Gdy wracali, autokar mial postoj w jakims malym miasteczku. Dziewczyny
wyciagnely zapomniane trzydniowe kanapki, nie pierwszej juz swiezosci, ale
nadajace sie jeszcze do zjedzenia. Nie bardzo wiedzialy, co z nimi zrobic. Gdy
daly je miejscowym dzieciakom, te o malo co sie nie pobily. O stare
kilkudniowe kanapki. A gdy ja dziadowi daje swiezutka bulke, to ten wybrzydza.
Tos ty taki? W takim razie wyp...!
Gdzie jest SOK? Policja? Dlaczego nie gonia tej holoty? Na wiekszosci dworcow
sa duze plakaty z adresami noclegowni. Niech tam ida. To sa miejsca specjalnie
dla nich, gdzie moga sie umyc, wyspac i najesc do syta. Dlaczego nie chca
skorzystac z tej pomocy? Aha, alkohol... W takim razie pod chmurke. Na swiezym
powietrzu szybciej sie trzexwieje.
Lubelski dworzec. Ledwo co zakonczyl sie remont, a juz mury przesiakly tym
smrodem. Juz nie pomaga wietrzenie. Pamietam styczniowa noc, gdy wybieralem
sie na poludnie "Wetlina". Gdy otworzylem
drzwi dworca, az mnie cofnelo. W
srodku panowal trudny do opisania smrod. Oczywiscie obecni byli tam
stali "pasazerowie" od dawna czekajacy na niewiadomy pociag. Moze do Lukowa?
Jak czlowiek popatrzyl po tych zarzyganych scianach i zasikanej (tak, tak!)
posadzce, normalnie krew zalewa! Bielsko Biala. Tu jeszcze remont sie nie
zakonczyl, czynna jest tylko czesc dworca. Az plakac sie chce, gdy popatrzy
sie na nowe okna, piekne freski na scianach i nowa podloge. Wszystko
zaszczane, zasrane i zasyfione. Tylko sufit wyglada jeszcze w miare ladnie. A
to Polska wlasnie!
Tak sie sklada, ze dworzec i jego okolica sa z reguly wizytowka miasta dla
osob tamze przyjezdzajacych. Ladna mamy wizytowke, nie ma co, zwlaszcza dla
obcokrajowcow! A ktos madry w tiwi mowil, ze podobno "wchodzimy do Europy". To
ma byc Europa? To ja juz wole Bialorus i Lukaszenke, ktorymi nas strasza.
"U Ruskich jest syf". Ta niesprawiedliwa opinia jest wsrod Polakow dosyc
popularna. Jednak na dworcu w Kaliningradzie czy Brzesciu prozno szukac
bezdomnych. Wszystko odpicowane na wysoki polysk. Ktos mi kiedys opowiadal, ze
obsluga na rosyjskich dworcach ma gwizdki. Gdy zauwaza, ze w poczekalni
instaluje sie jakis zul, gwizdza. Za chwile wychodzi wyrosniety "Sasza" o
wymiarach 2m x 2m i bez dyskusji wyrzuca delikwenta na zewnatrz. Ile w tym
prawdy - nie wiem. Jednak faktem jest, ze na rosyjskich dworcach zulerstwa nie
uswiadczysz. Prawa czlowieka? Nieludzkie? Byc moze. Ale w czym problem? Sa
przeciez przytulki, noclegownie. I przynajmniej dworce nie przypominaja melin.
A ja, niedawno, podczas 70 - minutowego czekania w Warszawie Centralnej w
nocnej porze zostalem zaczepiony 13 (trzynascie) razy. Oj, wiele my sie
jeszcze mozemy od tych "Ruskich" nauczyc.
Moje stanowisko jest jasne: miejsce bezdomnych jest w noclegowniach, a nie
na dworcach. A jezeli ktos jest pijany i nie moze byc tam przyjety, jest to
jego problem. Won na dwor. Dlaczego my, pasazerowie mamy cierpiec z ich
powodu? Dlaczego mamy wachac ten smrod i patrzec na nich? Atrakcje wliczone w
cene biletu? Istnieje wiele miejsc, gdzie bezdomni moga uzyskac pomoc, i ktore
to miejsca specjalnie dla nich zostaly stworzone. Dworce kolejowe z cala
pewnoscia takim miejscem nie sa.
A wszystkim krzykaczom i "obroncom praw czlowieka" proponuje maly
eksperyment: niech wezma jednego bezdomnego, nawet nie do mieszkania, ale do
siebie na klatke. Gwarantuje, ze po tygodniu zmienia zdanie i pogonia dziada
precz.
Zapraszam do dyskusji: czy bezdomni powinni, waszym zdaniem, przebywac na
dworcach, czy tez nalezy ich stamtad wyrzucac. Jak mozna rozwiazac ten problem.
Pozdrawiam
kowal
--
http://kolej.pl/~kowal
Kolejowa Strona Linii Lukow - Lublin.
--
Wyslano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl