Witam !
Krzysztof i Elzbieta Szarner odpisali na moje :
> >Temat pierwszy. Klasy integracyjne. Czy rzeczywiscie konieczne ?
> >Mam wrazenie ze dla malego dziecka sa czyms trudnym do
> >zaakceptowania.
> Jezeli jest to czesto jedyna mozliwosc edukacji? Taka klasa moze
> uzyskac udogodnienia - np. lekcje w najlepiej nadajacych sie salach
> lekcyjnych, godziny w miare stabilne - ogolnie latwiej udogadniac
> konkretnej klasie niz wszystkim.
Ale czy musimy to nazywac klasa integracyjna ? To to ze komus stworzy
sie latwiesze warunki egzystowania to mamy nazywac INTEGRACJA ? Pisalem
ze wszystkie szkoly powinny byc dostosowane . Nie wolno robic enklaw bo
to tak jakbysmy getta dla dzieci robili. A pomysl o dzieciach z
mniejszych miejscowosci. Nie powinnismy operowac pojeciem dopustu Bozego
(bo przeciez to tak wyglada) miast pojeciem stanu normalnego. Stanu gdy
kazda szkola jest dostepna ale niekoniecznie w calosci wyremontowana z
funduszy PFRON. Przeciez to o to najczesciej chodzi. Nie znamy takich
przypadkow ? Ze banki, muzea, urzedy miasta (np w Zgierzu) remontuje sie
za nasze pieniadze a potem sie okazuje ze i tak z tych udogodnien
korzystac nie mozemy (w Zgierzu jest np tak sliska posadzka ze wszedzie
rozwieszono tabliczki : ' Uwaga sliska posadzka ') . Przeciez nie o to
chodzi. Dostosowanie to nie remont kapitalny. Mozna wydzielic pewne
obszary, ot takie sciezki po ktorych latwiej sie bedzie poruszac
slabszym dzieciom . I tylko to. Natomiast w umyslach calej reszty nalezy
rozbudzic wrazliwosc i koniecznosc zadbania, zaopiekowania sie tymi
slabszymi. I wowczas w ich sercach, umyslach zacznie sie rodzic pojecie
INTEGRACJA. Czyli : POTRZEBA BYCIA RAZEM ! Niekoniecznie spedzonych po
ilus tam w jakiejs tam integracyjnej klasie. By odfajkowac ze cos sie w
tej materii robi. To nie tak. WSZYSTKIE dzieci musza byc razem, musza
byc traktowane podobnie a tylko tym slabszym nalezy dac SZANSE
realizowania sie. Dzieci musza sie wzajemnie widziec i solidaryzowac ze
soba. Nie moze byc tak ze dzieci z klasy integracyjnej mialy te szkole
przechodzic (bo przeciez dzieci z innych klas tej szkoly nie
przechodza). To cala szkola a w pozniejszym efekcie cale spoleczenstwo
MUSI wiedziec na czym polega NIEMOC poniektorych jego czlonkow. Musi
wiedziec jak im pomagac ale i jak korzystac z ich mozliwosci. Dyrektor
zakladu pracy ktory mial w klasie kolegow o roznym stopniu i postaci
niesprawnosci latwiej zrozumie problemy jego doroslych niepelnosprawnych
pracownikow (lub kandydatow na nich) . Ale to co, jedynie Ci ktorzy w
klasach integracyjnych byli maja miec tego swiadomosc a reszta nie ? A
tamci maja mowic, gdy trzeba pomoc slabszemu : ' no gdzie ci wasi kumple
z klasy (w domysle integracyjnej) - to przecie oni wam maja pomagac' .
Tak, tak do tego to sie sprowadza. :( A winna byc SZKOLA INTEGRACYJNA,
spolecznstwo integracyjne czyli tak naprawde normalna szkola, normalne
spoleczenstwo gdzie sa WSZYSCY. I wszyscy nawzajem rozumieja swoje
problemy. Zadne tam lapanki na inwalidow .
Jak napisalem - jako instytucja to musi przejsciowo jeszcze istniec . Bo
tylko wowczas mozna pieniadze uzyskac ( musi by konkretny CEL, czyli
klasa integracyjna ) .
> >Wydaje mi sie ze nie ma chyba potrzeby tak wyrazznego
> >podkreslania ze jest to klasa integracyjna.
> jezeli ma to byc swego rodzaju ciekawostka, to nie. ale jesli ma to
> ulatwic nauke?
Uczenie nie polega na tworzeniu grup tylko na wlasciwym kierowaniu
wiedzy w strone okreslonej grupy. Jesli ucze to nie patrze KOGO ucze ale
JAK nauczyc. Przeciez bez znaczenia jest czy to dziecko potrafi (moze)
chodzic czy nie. Najwyzej nie podejdzie do tablicy ale moze to napisac
na duzym kartonie i pokazac klasie. Wazne zeby wiedzialo co napisac .
Czy ma tu znaczenie ze jest w klasie integracyjnej, ze jest inwalida ?
Mysle ze nie. Popatrzmy na przypadki szczegolne, np na dzieci ze
srodowisk patologicznych, troszke opoznione, zagubione, sprawne
fizycznie ale czesto chorujace. One musza, tak czy siak, byc objete
innego rodzaju nauczaniem. Takze indywidualnym. A przeciez one nie sa
inwalidami, choc wlasanie slabszymi i jakos nam nie przychodzi do glowy
by i ich do jakis specjalnych klas integracyjnych posylac. Wystrczy ze
one sa wsrod innych dzieci.
> > Co najwyzej konieczne jest lepsze przygotowanie nauczycieli
> >(wychowawcow) do przyjecia i zaopiekowania sie dziecmi i ich
> >klopotami.
> ale nie tylko o to chodzi... jak sobie wyobrazasz to lepsze
> przygotowanie? skad wziasc pieniadze na nauczenie tego wszystkich
> nauczycieli (bo o to Ci chodzi?)
> >Wlasciwie nie powinno to byc konieczne bo nauczyciel to powinien
> >umiec od samego poczatku swej kariery.
Pisalem o tym.
> >No ale wiemy jak jest i
> >raczej postuluje wyprodukowanie jakis madrych broszurek, czy
> >materialow uzupelniajacych, dla nauczycieli.
> a ja mysle, ze najpierw trzeba zorganizowac siec szkol/klas
> integracyjnych, bo latwiej wyksztalcic mala, wyselekcjionowana w
> dodatku grupe nauczycieli... a potem sukcesywnie czynic cala szkole
> integracyjna - az znikna bariery
Bede sie upieral przy swojej koncepcji. Oto rozwiniecie tematu
'broszury' czy ' przygotowanie nauczyciela do opiek nad dzieckiem mniej
samodzielnym w zwiazku z jego stanem zdrowia'
W momencie przyjecia do szkoly dziecka wymagajacego specyficznej pomocy
powinno isc za nim przeszkolenie (nawet porzez rozdanie broszurek)
nauczycieli, wychowacow a za ich posrednictwem uczniow. Oczywiscie nie
na zasadzie jakiejs specjalnej akcji w stylu apelu na ktorym pani
dyrektor przedstawia 'naszego nowego kolego' im prosi 'by sie nim
specjalnie zajac' (jakze czesto tak jest i jak doluje sie w ten sposob
dziecko). Broszurke powinien opracowac psycholog, specjalista od danego
schorzenia wespol z rodzicami zgromadzonymi wokol jakis stowarzyszen,
fundacji czy grup samopomocowych. No i co ? Nie lepiej od samego
poczatku nakierowac sie na pomoc takiemu dziecku niejako z automatu.
Tak jakby to bylo (bo jest !) cos normalnego.
> >W porzadku , jesli nasze prawo wymaga tego by byla instytucja to
> >niech tak bedzie ale nie tworzmy rzeczywistych instytucji o nazwie
> >KLASA INTEGRACYJNA. To nie jest potrzebne. To powinna byc
> >normalna klasa bo normalne dzieci w niej sa. Nie tworzmy grup
> >dostosowawczych.
> Instytucja - nie! Ale ON musi miec w klasie warunki porownywalne do
> nie-ON, czyli jednak nie bedzie to taka zwykla klasa... Postuluje, zeby
> klasa integracyjna stala sie modelem klasy w szkole - bo nie tylko o
> ciezkie niepelnosprawnosci tu chodzi, ale i te lzejsze - pamietam, ze
> w mojej podstawowce nawet chlopak z tzw. zajecza warga wywolywal
> niezdrowe emocje.
No i co, nalezalo go umiescic w klasie integracyjnej, getcie ? Nie.
Prawda ? Wystarczylo by tylko umiejetnie wytlumaczyc innym dzieciom na
czym polega jego skaza i 'niezdrowych sensacji' by nie bylo. Sensacja
pojawia sie zawsze gdy jest niewiedza. Czyli znowu dowod ze nie
potrzebne sa zadne struktury integracyjne lecz wlasciwie przygotowanie
nauczycieli (o potem , za ich posrednictwej calej szkolnej spolecznosci)
na przyjecie kogos nowego, troszke innego od reszty. Innego tylko
dlatego ze nie(po)znanego . Madre zaspokojenie ciekawosci prowadzi do
znormalnienia zjawiska, jakim ciagle jest osoba niepelnosprawna. Dlatego
uwazam ze nie skryte i w jakis grupach przystosowawczych lecz pelna i
wobec wszystkich prowadzona integracja ma sens. Zgodzimy sie chyba ze
jedynym problemem sa bariery architektoniczne ktore umiemozliwiaja to co
najwazniejsze - wzajemna obecnosc.
> >Wystarczajacym bedzie ze te dzieci beda w ogole mogly
> >uczeszczac do szkoly. By mogly kontaktowac sie ze swoimi
> >rowiesnikami.Generalnym zas postulatem powinno byc by KAZDA
> >szkola byla dostosowana dla potrzeb dzieci w niemocy.
> wyjmiesz rozdzke i zaczarujesz? chyba nic z tego nie wyjdzie... a w
> szkolach i klasach integracyjnych mozna uczyc dzieci juz od dzis (no moze od
> jutra ;) )
Przeciez jak ominiesz bariery (a te musisz i tak ominac, by byla klasa
integracyjna) to formalnie nie ma inych przeszkod by wszystkie dzieci
byly razem. Po coz ta klas integracyjna ? Pewna grupka dzieci ma sie
uczyc zyc i z inna grupka dzieci ? Tylko po to ? A reszta ? Bo jesli
uznamy ze reszta tez powinna z nimi zyc (a powinna) to mamy dowod ze
klasa integracyjna nie jest potrzebna.
> >niedoleznoscia nie powinno eksperymentow (chemicznych)
> >wykonywac tak czy siak i chemikiem sensu stricte byc nie bedzie
> i ty chemik to mowisz? ;)
Wlasnie dlatego. Wlasnie dlatego tez rozstalem sie z moja ukochana
chemia, zawodem nauczyciela. Dla wlasnego i innych bezpieczenstwa.
Widzisz mnie idacego o kuli ze zlewka pelna stezonego kwasu azotowego np
? A operujacego na bardzo szkodliwym zwiazku chemicznym gdy drza mi ze
zmeczenia rece ? Dlatego i ja nie widze dziecka o zbyt oslabionym
organizmie podczas eksperymentu chemicznego jak i np na lekcji
wychowania fizycznego . I zadna to dyskryminacja. To rozumienie
mozliwosci (przez nauczyciela ale zapewne i ucznia).
> z jednej strony mowisz normalna klasa, z drugiej mowisz o
> odpuszczaniu - to normalna, czy tak nie do konca?
Normalna klasa. W ktorej sa rozne dzieci. I chore i zdrowe. I mocne i
slabe. I mali i duzi . I madrzejsi i mniej madrzy. I chlopcy i
dziewczynki. I rudzi i blondyni. I Romowie i inne nacje. itd itd. Czy
mamy ktores z nich wyrozniac i mowic ze to wlasnie dla nich zrobiono
klase integracyjna ? Po co ? Beda sie inaczej uczyc ? Uczyc przedmiotow
i siebie. A moze wystarczy jedynie wzajemna wiedza o sobie i tolerancja
?
> >a teorie mozna mu, akurat z tego przedmiotu, indywidualnie
> >przekazac. Badz w ramach kolek samopomocowych (wsrod
> >uczniow) badz na dodatkowych (dodatkowo platnych - z jakich
> >srodkow pozostawmy na razie na boku bo to nie taki problem)
> >zajeciach prowwadzonych przez nauczycieli.
> to wszystko mi sie podoba, ale jestem za ewolucja, a nie rewolucja
Ja tez. Bo cel jest istotny a nie metoda. A celem jest by od malego
budowac w swiadomosci prawdziwy obraz
... wiecej »